Kino plus konteksty
czwartek, 18 czerwca 2009
BLOGATON: 10 filmów samurajskich, których nie można przegapić 2/2

Najbardziej japoński z możliwych gatunków to długa lista kultowych tytułów, które wniosły niemały wkład w historię kina. Wybór dziesięciu tytułów był niezwykle ciężki, ale oddaje to, co w kinie samurajskim najlepsze.


6.    SAMURAI REBELLION, reż. Masaki Kobayashi, 1967

Samurai Rebellion

Kolejne po „Harakiri” krytyczne studium samurajskiego społeczeństwa. Tym razem Kobayashi skupia się na pozycji kobiet w japońskim systemie feudalnym, traktowanych jako „dobro”, którym można swobodnie dysponować. W jednym z najznamienitszych rodów klanu Aizu, Matsudaira, Isaburo Sasahara otrzymuje rozkaz, aby jego syn, Yogoro, ożenił się z kochanką feudała, Ichi, wyrzuconą z pałacu za buńczuczne zachowanie.  Rodzina Sasahara niechętnie poddaje się woli swego pana, lecz na szczęście ich obawy okazują się nieuzasadnione. Ichi przez dwa lata żyje szczęśliwie z Yogoro, rodząc mu córkę, Tomi. Gdy umiera młody dziedzic feudała, tytuł ten przechodzi na syna Ichi, zrodzonego na zamku. Tamtejsi oficjele uznają, że matka dziedzica nie może być żoną zwykłego wasala i żądają jej powrotu. Kobieta niespodziewanie wyraża sprzeciw... „Samurai Rebelion” to przepięknie sfilmowany triumf humanizmu nad silnie zakorzenionym w kulturze samurajskiej wymogiem absolutnego posłuszeństwa. Dowód, że nawet najsurowsze zasady stanowione przez człowieka w konfrontacji z ludzkimi emocjami czasem bywają bezradne. W środowisku, w którym nie uznaje się kompromisów, a determinacja dowodzi wartości człowieka, takie zderzenie oznacza wojnę. Po „Sword of Doom” kolejny wspólny film Toshiro Mifune i Tatsuyi Nakadai.

7.    THE LAST SAMURAI, reż. Kenji Misumi, 1974

The Last Samurai

Interesujący portret schyłku epoki samurajów obejmujący wydarzenia czternastu lat od incydentu w Ikedaya (1863) po rebelię klanu Satsuma (1877). Znakomicie wyszkolony ronin Sugi Toranosuke w wyniku serii zdarzeń trafia do Kyoto, samego oka cyklonu politycznych przemian w Japonii. Jego mistrz, ścigany przez przeciwników politycznych, nakazuje mu wracać do Edo i biernie obserwować wydarzenia. Toranosuke postanawia jednak zostać, czując się w obowiązku bronić szoguna i jego polityki. Zawiera przy tym ciekawe znajomości i staje się świadkiem prawdziwej cywilizacyjnej rewolucji. Zawiła historia Japonii znajduje odbicie w losach kilku reprezentatywnych dla Bakumatsu  i faktycznie istniejących postaci: jednego z kapitanów Shinsengumi, Soji Okity, hitokiri klanu Satsuma Hanjiro Nakamury (Toshiaki Kirino) oraz Hachiro Iby z Mimawarigumi. W tle pojawiają się również Takamori Saigo, Isami Kondo czy Toshizo Hijikata. Ich tragiczne losy w pełni oddają anachronizm kasty samurajskiej, nieradzącej sobie z gwałtownymi zmianami, jakie niosła ze sobą nowa rzeczywistość. Konieczność odrzucenia miecza, którego era dobiegała końca, akceptowali jedynie nieliczni i to im dane było przeżyć.


8.    TENCHU (HITOKIRI), reż. Hideo Gosha, 1979

Hitokiri

Słynny odtwórca roli Zatoichiego, Shintaro Katsu, tym razem w roli Okady Izo, jednego z „czterech hitokiri Bakumatsu”, zabójców pracujących na zlecenie Takechiego Hanpeity, lojalisty z klanu Tosa. Hirokiri wymierzają tenchu, czyli karę boską, obcinając głowy politycznym przeciwnikom i wystawiając je na widok publiczny – obrazek częsty w Kyoto u schyłku rządów szogunatu. Wszystko w imię idei przywrócenia faktycznych rządów Cesarzowi i wypędzenia cudzoziemców, którzy po otwarciu granic zaczęli być solą w oku wielu japońskich feudałów. Izo, znany szczególnie fanom Takashiego Miike, był prawdopodobnie najsłynniejszym hitokiri. Katsu portretuje go jako awanturnika pozbawionego politycznego zmysłu, który chce zdobyć jak największą sławę, gdyż kocha się w samurajskiej córce. Sam jest synem chłopa, który kupił status samuraja, w związku z czym nie ma najmniejszych szans na małżeństwo. Niezrażony tym, pragnie wspiąć się na społecznej drabinie, wypełniając misję hitokiri. Ponieważ idzie mu świetnie, ponura sława Izo rośnie. Arogancki, naiwny i dumny czerpie z życia pełnymi garściami, wykonując kolejne zlecenia, pijąc w knajpach i spędzając noce u prostytutki. Czasem spotyka się z przyjacielem Sakamoto Ryomą, który snuje rozważania o bezklasowym społeczeństwie. Nietrudno zgadnąć, że podążanie wysłaną trupami ścieżką prędzej czy później sprowadzi na Izo kłopoty. Nie jest tajemnicą, że został ukrzyżowany przez własny klan. W filmie oprócz Katsu pojawiło się kilka innych godnych uwagi nazwisk, wśród nich Tatsuya Nakadai, bohater wielu samurajskich produkcji, oraz wielokrotnie nominowany do Literackiej Nagrody Nobla Yukio Mishima, który rok po premierze filmu popełnił seppuku.

9.    THE TWILIGHT SAMURAI, reż. Yoji Yamada, 2002

Twilight Samurai

Nominowana do Oskara pierwsza część samurajskiej trylogii Yoji’ego Yamady to przejmujący portret życia zubożałego samuraja u progu Rewolucji Meiji. Seibei Iguchi to właściciel lichego gospodarstwa opiewającego na 50 koku. Zatrudniony jako szeregowy urzędnik  w magazynach należących do klanu, gdy tylko zapada zmierzch, śpieszy do domu, gdzie czekają na niego dwie nieletnie córki i schorowana matka.  Dlatego też koledzy nadają mu przydomek „Seibei Zmierzch”. Iguchi to wdowiec i niemal cała praca w domu i na roli spada na niego. Cały czas poświęca rodzinie, zaniedbując własny wygląd, przez co staje się obiektem kpin.  „Seibei Zmierzch” ma jednak niezwykłe umiejętności, o których nikt nie ma pojęcia. Jest znakomitym szermierzem, mistrzem stylu „krótkiego miecza”. Gdy prawda wychodzi na jaw, klan postanawia skorzystać z jego talentu. Rozkazuje mu zabić wasala, który odmówił popełnienia seppuku. Iguchi niechętnie się zgadza... Yoji Yamada wybrał na bohatera swego filmu człowieka, który dziś uchodziłby pewnie za wzór ojca. Pełen ciepła wobec swoich córek, dbający o ich edukację w czasach, gdy kształcenie biednych dziewczynek uchodziło za fanaberię, pracujący na dwa etaty, by wykarmić rodzinę. Jednocześnie Seibei to mistrz fechtunku, bardzo skromnie oceniający swoje umiejętności. „The Twillight Samurai” to piękny dramat o poświęceniu, człowieczeństwie i miłości w niespokojnych czasach okresu Bakumatsu.

10.    WHEN THE LAST SWORD WAS DRAWN, reż. Yojiro Takita, 2003

When The Last Sword Was Drawn

Film zdobywcy Oskara za „Okuribito”, Yojiro Takity. Rozgrywająca się u schyłku rządów szogunatu historia biednego samuraja, Kanichiro Yoshimury, który porzuca swój klan, by wstąpić na służbę do oddziału Shinsengumi. Towarzysze broni traktują go z lekkim pobłażaniem, gdyż wydaje się, że interesują go wyłącznie pieniądze. Okazuje się jednak, że Yoshimura to człowiek, który tak głęboko kocha rodzinę, że gotów był narazić się na utratę honoru, by zdobyć środki na jej utrzymanie. Ponadto to znakomity szermierz, a swoją służbę traktuje wyjątkowo poważnie. Tradycyjny w kinie samurajskim konflikt giri/ninjo, między obowiązkiem a człowieczeństwem, jest tu zarysowany bardzo wyraźnie. Szala przechyla się to na jedną, to na drugą stronę. Yoshimura łamie kodeks bushido, by wyżywić żonę i trójkę dzieci, ale walczy do końca, nawet gdy sytuacja staje się beznadziejna. Ciekawy portret Shinsengumi, mimo kilku historycznych przekłamań. Takita pokazuje ich jako zbieraninę śmiałków, którzy nie tolerują tchórzostwa. Demoniczny Okita, a przede wszystkim nonszalancki Saito (żyję, bo nikt nie jest w stanie mnie zabić) wiodą tutaj prym. Mimo wielu dramatycznych momentów i wyciskającej łzy końcówki, w filmie nie brakuje humoru, jako że Yoshimura w oczach kolegów jest momentami dość ekscentryczny.

środa, 17 czerwca 2009
BLOGATON: 10 filmów samurajskich, których nie można przegapić 1/2

Najbardziej japoński z możliwych gatunków to długa lista kultowych tytułów, które wniosły niemały wkład w historię kina. Wybór dziesięciu tytułów był niezwykle ciężki, ale oddaje to, co w kinie samurajskim najlepsze.

1.    SIEDMIU SAMURAJÓW, reż. Akira Kurosawa, 1954

Seven Samurai

Chyba najsłynniejszy film o samurajach.  Siedmiu przybyszy na zlecenie chłopów broni wioski przed bandytami, rok w rok okradającymi ją z plonów. Wśród nich znakomity strateg, Kambei Shimada, młody ronin Katsushiro Okamoto, mistrz miecza Kyuzo i chłop podający się za samuraja, Kikuchiyo. Dzięki odwadze i pomysłowości są w stanie skutecznie zniwelować liczebną przewagę przeciwnika. Za zwycięstwo przychodzi im jednak zapłacić słoną cenę. Pod płaszczykiem kina akcji Kurosawa stworzył przenikliwy obraz stosunków panujących na japońskiej wsi XVI wieku. Jego chłopi to nie tylko uciskani biedacy, ale również przebiegli mordercy, samolubni i tchórzliwi, kryjący w nędznych chatach sake, ryż i samurajskie zbroje. Kurosawa nie traktuje ich jak masę, podchodzi indywidualnie do wielu z nich, tworząc z nich pełnoprawnych bohaterów filmu. Roninowie zaś to siedem różnych osobowości, które ciężko utrzymać w ryzach, uzupełniający niezwykłą galerię postaci wypełniających plan. Kurosawa dba też, by widz nie zagubił się w bitewnych zawiłościach. Mapa często gości przed kamerą, gdy Shimada tłumaczy swoją taktykę, zaś pomysł z odkreślaniem zabitych przeciwników stanowi świetne podsumowanie kolejnych etapów potyczki.

2.    TRON WE KRWI, reż. Akira Kurosawa, 1957

Throne of Blood

Adaptacja „Makbeta” Williama Shakespeara przeniesiona do feudalnej Japonii. Po wygranej bitwie dwójka generałów, Washizu i Miki, zmierzając do Pajęczego Zamku, gubi się w leśnej gęstwinie. Tam spotykają złego ducha, który przepowiada ich przyszłość. Gdy pierwsze słowa proroctwa spełniają się co do joty, Washizu za namową żony próbuje dopomóc losowi i wkrótce morduje swego Pana. Zostaje władcą na Zamku, ale nigdy nie przestanie się bać, że ktoś mu go odbierze. Raz postawiwszy nogę na ścieżce zbrodni, będzie brnął na niej do samego końca. Kurosawa pokazuje upadek samuraja popełniającego najcięższy grzech – zabójstwo feudała, zaślepionego żądzą władzy i omotanego przez podstępną żonę. „Tron we krwi” to fascynujące połączenie kina i teatru No. A przede wszystkim wybitny przykład na to, że adaptacje arcydzieł same mogą się nimi stawać.

3.    HARAKIRI/SEPPUKU, reż. Masaki Kobayashi, 1962

Harakiri

Najbardziej krytyczna wizja samurajskiego etosu. Wynędzniały ronin Hanshiro staje u bram Domu Rodu Iyi, prosząc o udostępnienie miejsca do rytuału seppuku. Czekając na zakończenie przygotowań, słyszy od Dozorcy opowieść o młodym roninie, który kilka miesięcy temu przybył do Domu Iyi w tym samym celu. Historia o okrutnym samobójstwie popełnionym bambusowym mieczem staje się prologiem w fascynującym procesie powolnego obnażenia okrucieństwa i odczłowieczenia, kryjącego się za sztywnymi zasadami samurajskiej społeczności. Fasada, którą stanowi honor wojownika, tak jak czerwona zbroja stojąca w Domu Iyi, kryje pustkę, którą metodycznie piętnuje Hanshiro –oskarżyciel. Z iście szekspirowską dramaturgią snuje swoją opowieść o stopniowej przemianie wojownika w człowieka, której ulega młody Chijiwa, wyzbywając się stopniowo wszystkich przymiotów samuraja: mieczy, godności i prawa do honorowej śmierci. Wszystko to przepięknie sfilmowane przez Yoshio Miyajimę z jednym z najbardziej klimatycznych pojedynków w historii gatunku.

4.    SHINSENGUMI CHRONICLES, reż. Kenji Misumi, 1963

Shinsengumi Chronicles

Daleki od romantyzmu portret Shinsengumi, oddziału roninów pilnującego interesów szogunatu w Kyoto u progu Rewolucji Meiji. Młody ronin Yamazaki Susumu zafascynowany osobowością Isamiego Kondo, dołącza do Shinsengumi. Jego idealistyczne spojrzenie na „wilki z Mibu” szybko pryska, gdy trafia w sam środek walki o władzę pomiędzy frakcją degenerata Kamo Serizawy a grupą Kondo, którego wspiera najbliższy przyjaciel, mistrz intryg Toshizo Hijikata. Działanie tego ostatniego, mało szlachetne, choć skuteczne, budzi sprzeciw u Yamazakiego, który nie boi się go wyrazić. Naraża się tym Hijikacie, który zastawia na niego pułapkę. Od najgorszego ratuje go Kondo, który wyznacza mu kluczowe zadanie. Ma szpiegować przeciwników szoguna, którzy planują w Kyoto nową intrygę.  Kilka znakomitych wątków: idealistyczna wizja samurajskiego etosu Yamazakiego w zderzeniu z brutalną rzeczywistością, wieczny wybór pomiędzy ukochaną kobietą a marzeniami i służbą, gęsta od knowań atmosfera wewnątrz Shinsengumi. W roli Kondo, przyszły Samotny Wilk Tomisaburo Wakayama.

5.    MIECZ PRZEZNACZENIA/SWORD OF DOOM, reż. Kihachi Okamoto, 1966

Sword of Doom

Najsłynniejsza i jednocześnie ostatnia adaptacja powieści-rzeki Kaizana Nakazato „Przełęcz Wielkiego Buddy”. Autor publikował ją od 1913 roku przez dwadzieścia kolejnych lat aż do śmierci. Z tego względu licząca 41 tomów historia nie została ukończona. Wyreżyserowany przez Kihachi Okamoto „Miecz Przeznaczenia” miał być początkiem trylogii, której nigdy nie nakręcono. Opowiada historię samuraja Ryunosuke Tsukue, mistrza „cichej formy”, niemającego sobie równych w morderczym fachu. Ryunosuke to typ socjopaty, skryty i totalnie amoralny. Na „dzień dobry” morduje starca modlącego się przy kapliczce w Przełęczy Wielkiego Buddy. Nazajutrz zabija przeciwnika podczas szermierczych zawodów i opuszcza wioskę, pozostawiając za sobą stertę trupów samurajów chcących pomścić  zmarłego. By zarobić na życie, wykonuje zlecenia dla Kamo Serizawy, jednego z dowódców Shinsengumi. Ryunosuke prawie nie wyraża emocji, nawet gdy słyszy, ze jego własny ojciec pragnie jego śmierci. Jego oczy są zimne i okrutne. Mimo to trudno nie podziwiać jego umiejętności, nawet jeśli jego zły miecz odzwierciedla równie złą duszę.

CZĘŚĆ DRUGA JUTRO...

poniedziałek, 15 czerwca 2009
BLOGATON: "Harakiri" - recenzja dvd

Harakiri DVD CoverSeppuku, Harakiri

Japonia 1962

Reżyseria: Masaki Kobayashi

Obsada: Tatsuya Nakadai, Rentaro Mikuni, Shima Iwashita, Akira Ishihama, Testuro Tamba

Dystrybucja: Blink

Etos samurajski podobnie jak wolność szlachecka w Polsce pełni rolę unikalnej, nieodłącznej cechy dziedzictwa narodowego. Niegdyś twór uprzywilejowanej mniejszości dzierżącej władzę, pieniądze i oświatę, a zatem prawo (oraz zdolność) do prowadzenia historycznej narracji, wraz ze zniesieniem tradycyjnych podziałów klasowych wniósł bogate wiano do dziejów narodu, pojmowanego nie elitarnie jako zbioru szlachetnie urodzonych, lecz egalitarnie, obejmującego warstwy dotychczas z niego wykluczone. Ponieważ ani chłopi japońscy, ani polscy pisaniem poezji czy kronik się nie parali, bogata i dobrze udokumentowana kultura samurajska/szlachecka zdominowała opowieść o przeszłości. Z biegiem lat wiedza o niej stawała się coraz mniej gruntowna, a jej wyobrażenie – coraz bardziej romantyczne. Na tej bazie kultura popularna stworzyła powierzchowny obraz funkcjonujący w świadomości przeciętnego członka społeczeństwa, mieszaninę romantyzmu i heroizmu, którą popkultura żywi się do dziś. Jednak wielu japońskich twórców nie zadowalało się powielaniem stereotypów. Spoglądając krytycznie w przeszłość, za pomocą taśmy celuloidowej toczyli pasjonującą dyskusję o wartościach. „Harakiri” Kobayashiego jest wybitną pozycją tego nurtu, bezlitośnie rozprawiającą się z pojęciami „honoru” i „obowiązku”, nieodłączną częścią samurajskiego etosu.  

Do bram Domu Iyi puka wynędzniały ronin, Hanshiro Tsugomo, prosząc o udostępnienie dziedzińca do rytuału seppuku. Czekając na zakończenie przygotowań, słyszy od Zarządcy opowieść o młodym roninie, który kilka miesięcy wcześniej w tym samym celu przybył do Domu Iyi. Motome Chijiwę spotkała straszliwa śmierć. W kraju krążyły plotki o roninach, wyłudzających pieniądze w zamian za niesprawianie problemu. Nie chcąc, by sytuacja się powtórzyła, wasale Iyi zmusili Chijiwę do popełnienia seppuku mieczem z bambusa, który nosił przy sobie. Tsugomo wydaje się być nieporuszony tą historią i żąda spełnienia prośby. W oczekiwaniu na przybycie sekundanta, zaczyna swoją opowieść...
Harakiri Still
W ograniczonej przestrzeni zatłoczonego dziedzińca Tsugomo zajmuje miejsce honorowe. Wobec zebranych wokół wasali Iyi niczym oskarżyciel wobec sędziego i ławy przysięgłych wygłasza mowę końcową, demaskującą winy jednostek, ale i całej klasy społecznej. Jego zarzuty są poważne: bezduszność, opresyjność, okrucieństwo. Hipokryzja trawi całą arystokrację, wykorzystującą kodeks bushido niczym młot na czarownice. Honor, obok służby istota życia samuraja, to puste słowo w ustach tych, którzy z racji urodzenia winni sami służyć przykładem. Symbolem tego jest Czerwona Zbroja, przechowywana w Domu Iyi i otoczona niemalże czcią jako znak potęgi i znaczenia rodu. Imponująca, a jednak pusta w środku, ostatecznie legnie w kawałkach na podłodze, gdy Tsugomo skończy swoją opowieść.  

Kasta samurajska wciągnęła sama siebie w pułapkę. Bezustanny konflikt, który stworzył klasę wojowników, wywyższając ją ponad inne, dobiegł końca. Zapanował Pax Tokugawa, przekleństwo dla tysięcy wasali, którzy potraciwszy panów, nie mieli gdzie nająć się na służbę. Pozostawieni samym sobie roninowie wybierali różne drogi. Jedni nie chcieli żyć w hańbie, drudzy zostawali bandytami plądrującymi okoliczne wsie, jeszcze inni próbowali ułożyć sobie życie na nowo.


Tak jest w przypadku Chijiwy i Tsugomo, których daimyo popełnił seppuku, zabroniwszy im przedtem udania się w jego ślady. Ich status zmienił się drastycznie, zmuszając do zarzucenia tradycyjnego sposobu myślenia. Chijiwa przeobraża się na naszych oczach, poświęcając dla rodziny wszystko, co pozostało mu z samurajskiego świata. Najpierw wyzbywa się mieczy, duszy wojownika, by móc wyżywić żonę i dziecko. Potem ucieka się do podstępu, zachowania plamiącego honor. Wreszcie odmawia mu się prawa do czci po śmierci, gdy z powodu bambusowego oręża staje się przedmiotem kpin. Kobayashi staje po jego stronie. Człowieczeństwo i poświęcenie młodego ronina stanowi kontrast dla bezdusznych reguł rządzących kastą samurajów. Okrucieństwo, które go spotyka, jawi się jako szczególna niesprawiedliwość.

Harakiri StillHarakiri to nie tylko krytyczne spojrzenie na narodowe wartości, ale i zręcznie budowana intryga oparta na retrospekcjach niczym aktach w dramacie. Kobayashi nie odsłania wszystkich kart i umiejętnie gra na emocjach widzów. Początkowo Chijiwa wcale nie budzi sympatii, sprawiając wrażenie cwaniaczka, którego przerosła własna intryga. Dopiero opowieść Tsugomo przywraca tej historii właściwe proporcje. Zmizerniały ronin (znakomita rola Tatsuyi Nakadai) spaja sobą przeszłość i teraźniejszość, odkrywając kolejne epizody z życia, równolegle prowadzi własną demaskatorską grę. Zaznawszy trudów życia poza ochronnym parasolem klanu, być przeżyć, musiał nabrać dystansu do sztywnych reguł, które tworzyły samurajski etos. Z drugiej strony staje się ich surowym recenzentem, rzecz niemożliwa bez dogłębnego ich zrozumienia. Choć honor samuraja nazywa fasadą, próbuje wyjaśnić motywy Chijiwy, by wzbudzić w słuchaczach poczucie winy lub choćby zwykłego ludzkiego zrozumienia. Jak można się było spodziewać, nie ma szans go znaleźć.

Dom Iyi jawi się jako silnie zhierarchizowana maskulinistyczna struktura oparta na kulcie przeszłości i posłuszeństwa, stanowiąc alegorię całej kasty, w której ród zawsze zwycięża nad jednostką, a strach przed utratą honoru nad życiem. Zupełne przeciwieństwo rodziny złączonej więzami miłości matki do dziecka, męża do żony, dziadka do wnuka. Takiej jak rodzina Chijiwy. Dla wojowników postępowanie młodego ronina warte jest kpin i pogardy. Dlatego Tsugomo postanawia zagrać według ich reguł i udowodnić, ile są warte.

Dodatkowej dramaturgii temu spektaklowi dodają znakomite zdjęcia Yoshio Miyajimy, przemycającego na ekran ukrytą symbolikę. Mistrzowsko eksponując postać Tsugomo-oskarżyciela, czyni z niego centralny punkt opowieści, wciągając widza w krąg słuchaczy. „Harakiri” to również klimatyczny pojedynek pomiędzy Tatsuyą Nakadai a Tetsuro Tambą, jeden z najlepszych, jakie widziałam w filmach jidaigeki. Przypomina rytuał, którego uczestnicy celebrują każdy ruch. Kamera prześlizguje się po twarzach samurajów, mieczach, ukazuje stopy ostrożnie stąpające po targanej wichrem wysokiej trawie. Wszystko to bez słów, jedynie przy dźwiękach szalejącej wichury. Scena, która pozostaje w pamięci na długo po zakończeniu seansu.

„Harakiri” Kobayashiego właściwie nie potrzebuje rekomendacji. To jeden z tych obrazów, który broni się sam jako część kanonu, nie tylko kina samurajskiego. Arcydzieło zarówno w warstwie wizualnej, jak i symbolicznej. Pozbawione złudzeń spojrzenie na przeszłość, a zarazem moralne zwycięstwo człowieczeństwa nad zestawem bezdusznych zasad. To co dziś przytrafia się innym, jutro może być twym losem. Dwieście lat trzeba było czekać, by system pogrążył się sam.

niedziela, 14 czerwca 2009
Wszystkie oczy na Japonię - jutro startuje maraton blogowy

Blogathon Banner

Inicjatywa wyszła od Micheala stojacego za serwisem Wildgrounds. Od poniedziałku przez cały tydzień na ponad dwudziestu blogach z różnych krajów będą pojawiać się artykuły, recenzje, podsumowania etc. poświęcone filmom i twórcom z Japonii. To pierwsza tego typu inicjatywa i wszystko przypomina pospolite ruszenie, ale sam pomysł jest znakomity. CinemaAsia również będzie partycypować, po polsku rzecz jasna, jako jedyny blog z naszego kraju. Oto lista uczestników:

- NipponCinema
- JFilmPowWow
- AHT [EN/DE]
- Cinebeats
- CinemaAsia
- CineBob [FR]
- Cinematografo
- Black Hole Reviews
- Nihon Cine Art
- LoLyfe
- Movie Feast
- Adgy
- Made in DNA
- Krell Laboratories
- Imaginary Birds
- Maureen Donovan
- Eigagogo!
- Outcast Cinema
- Some words & places
- Hard Boiled [FR]
- Dooliblog [FR]

Zapraszam do odwiedzania linków lub serwisu Wildgrounds, gdzie znajdą się podsumowania wydarzeń z danego dnia. No i oczywiście na CinemaAsia.

Tagi: Japonia
14:05, almaaghra , blogaton
Link Dodaj komentarz »


CinemaAsia na Twitter

Kontakt: cinemaasiablog@gmail.com