Kino plus konteksty
Blog > Komentarze do wpisu
GANTZ - recenzja

Przeniesienie mangi na ekran to często nie lada wyzwanie. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi tytuł, który sprzedał się w kilkunastomilionowym nakładzie i ma ogromne rzesze fanów, śledzących jego fabułę od ponad dekady. Duża grupa potencjalnych odbiorców to spora szansa na zysk, ale co zrobić, gdy ma się do czynienia z opowieścią brutalną, momentami darwinistyczną, która w dodatku wciąż nie doczekała się zakończenia, a pytania w niej postawione – właściwej odpowiedzi? Jak odzyskać miliony dolarów wydane na efekty specjalne i nie zabijając klimatu samej opowieści, przyciągnąć do kin szerszą publiczność? Na te pytania z pewnością musieli odpowiedzieć sobie producent Takahiro Sato i reżyser Shinsuke Sato, gdy przystępowali do prac nad adaptacją bestsellerowej mangi Hiroyi Oku GANTZ, która ukazuje się na łamach magazynu dla młodych mężczyzn Weekly Young Jump od 2000 roku.

Dla Takahiro Sato nie było to pierwsze podobne wyzwanie. W 2006 roku został współproducentem ekranizacji niezwykle popularnego komiksu Death Note, podobnie jak GANTZ rozbitego na dwa filmy i kręconego z myślą o publiczności wykraczającej poza krąg fanów tytułu. Niestety, tak jak w przypadku swojej poprzedniczki ekranizacja GANTZ pozostaje cieniem adaptowanego komiksu i dowodem na to, że kompromisy nie popłacają tam, gdzie kontrowersje stanowią o sukcesie.

GANTZ still

Cała recenzja na jFilm

sobota, 29 października 2011, almaaghra
Tagi: Japonia

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/12/06 13:23:27
Muszę przyznać że dobra recenzja, dla mnie ten film ma zjawiskowy plakat - coś mnie w nim strasznie intryguje...nie wiem jak to określić. Ja czekam tylko na 13 Roninów i Podatnik.info...


CinemaAsia na Twitter

Kontakt: cinemaasiablog@gmail.com