Kino plus konteksty
Blog > Komentarze do wpisu
BLOGATON: "Harakiri" - recenzja dvd

Harakiri DVD CoverSeppuku, Harakiri

Japonia 1962

Reżyseria: Masaki Kobayashi

Obsada: Tatsuya Nakadai, Rentaro Mikuni, Shima Iwashita, Akira Ishihama, Testuro Tamba

Dystrybucja: Blink

Etos samurajski podobnie jak wolność szlachecka w Polsce pełni rolę unikalnej, nieodłącznej cechy dziedzictwa narodowego. Niegdyś twór uprzywilejowanej mniejszości dzierżącej władzę, pieniądze i oświatę, a zatem prawo (oraz zdolność) do prowadzenia historycznej narracji, wraz ze zniesieniem tradycyjnych podziałów klasowych wniósł bogate wiano do dziejów narodu, pojmowanego nie elitarnie jako zbioru szlachetnie urodzonych, lecz egalitarnie, obejmującego warstwy dotychczas z niego wykluczone. Ponieważ ani chłopi japońscy, ani polscy pisaniem poezji czy kronik się nie parali, bogata i dobrze udokumentowana kultura samurajska/szlachecka zdominowała opowieść o przeszłości. Z biegiem lat wiedza o niej stawała się coraz mniej gruntowna, a jej wyobrażenie – coraz bardziej romantyczne. Na tej bazie kultura popularna stworzyła powierzchowny obraz funkcjonujący w świadomości przeciętnego członka społeczeństwa, mieszaninę romantyzmu i heroizmu, którą popkultura żywi się do dziś. Jednak wielu japońskich twórców nie zadowalało się powielaniem stereotypów. Spoglądając krytycznie w przeszłość, za pomocą taśmy celuloidowej toczyli pasjonującą dyskusję o wartościach. „Harakiri” Kobayashiego jest wybitną pozycją tego nurtu, bezlitośnie rozprawiającą się z pojęciami „honoru” i „obowiązku”, nieodłączną częścią samurajskiego etosu.  

Do bram Domu Iyi puka wynędzniały ronin, Hanshiro Tsugomo, prosząc o udostępnienie dziedzińca do rytuału seppuku. Czekając na zakończenie przygotowań, słyszy od Zarządcy opowieść o młodym roninie, który kilka miesięcy wcześniej w tym samym celu przybył do Domu Iyi. Motome Chijiwę spotkała straszliwa śmierć. W kraju krążyły plotki o roninach, wyłudzających pieniądze w zamian za niesprawianie problemu. Nie chcąc, by sytuacja się powtórzyła, wasale Iyi zmusili Chijiwę do popełnienia seppuku mieczem z bambusa, który nosił przy sobie. Tsugomo wydaje się być nieporuszony tą historią i żąda spełnienia prośby. W oczekiwaniu na przybycie sekundanta, zaczyna swoją opowieść...
Harakiri Still
W ograniczonej przestrzeni zatłoczonego dziedzińca Tsugomo zajmuje miejsce honorowe. Wobec zebranych wokół wasali Iyi niczym oskarżyciel wobec sędziego i ławy przysięgłych wygłasza mowę końcową, demaskującą winy jednostek, ale i całej klasy społecznej. Jego zarzuty są poważne: bezduszność, opresyjność, okrucieństwo. Hipokryzja trawi całą arystokrację, wykorzystującą kodeks bushido niczym młot na czarownice. Honor, obok służby istota życia samuraja, to puste słowo w ustach tych, którzy z racji urodzenia winni sami służyć przykładem. Symbolem tego jest Czerwona Zbroja, przechowywana w Domu Iyi i otoczona niemalże czcią jako znak potęgi i znaczenia rodu. Imponująca, a jednak pusta w środku, ostatecznie legnie w kawałkach na podłodze, gdy Tsugomo skończy swoją opowieść.  

Kasta samurajska wciągnęła sama siebie w pułapkę. Bezustanny konflikt, który stworzył klasę wojowników, wywyższając ją ponad inne, dobiegł końca. Zapanował Pax Tokugawa, przekleństwo dla tysięcy wasali, którzy potraciwszy panów, nie mieli gdzie nająć się na służbę. Pozostawieni samym sobie roninowie wybierali różne drogi. Jedni nie chcieli żyć w hańbie, drudzy zostawali bandytami plądrującymi okoliczne wsie, jeszcze inni próbowali ułożyć sobie życie na nowo.


Tak jest w przypadku Chijiwy i Tsugomo, których daimyo popełnił seppuku, zabroniwszy im przedtem udania się w jego ślady. Ich status zmienił się drastycznie, zmuszając do zarzucenia tradycyjnego sposobu myślenia. Chijiwa przeobraża się na naszych oczach, poświęcając dla rodziny wszystko, co pozostało mu z samurajskiego świata. Najpierw wyzbywa się mieczy, duszy wojownika, by móc wyżywić żonę i dziecko. Potem ucieka się do podstępu, zachowania plamiącego honor. Wreszcie odmawia mu się prawa do czci po śmierci, gdy z powodu bambusowego oręża staje się przedmiotem kpin. Kobayashi staje po jego stronie. Człowieczeństwo i poświęcenie młodego ronina stanowi kontrast dla bezdusznych reguł rządzących kastą samurajów. Okrucieństwo, które go spotyka, jawi się jako szczególna niesprawiedliwość.

Harakiri StillHarakiri to nie tylko krytyczne spojrzenie na narodowe wartości, ale i zręcznie budowana intryga oparta na retrospekcjach niczym aktach w dramacie. Kobayashi nie odsłania wszystkich kart i umiejętnie gra na emocjach widzów. Początkowo Chijiwa wcale nie budzi sympatii, sprawiając wrażenie cwaniaczka, którego przerosła własna intryga. Dopiero opowieść Tsugomo przywraca tej historii właściwe proporcje. Zmizerniały ronin (znakomita rola Tatsuyi Nakadai) spaja sobą przeszłość i teraźniejszość, odkrywając kolejne epizody z życia, równolegle prowadzi własną demaskatorską grę. Zaznawszy trudów życia poza ochronnym parasolem klanu, być przeżyć, musiał nabrać dystansu do sztywnych reguł, które tworzyły samurajski etos. Z drugiej strony staje się ich surowym recenzentem, rzecz niemożliwa bez dogłębnego ich zrozumienia. Choć honor samuraja nazywa fasadą, próbuje wyjaśnić motywy Chijiwy, by wzbudzić w słuchaczach poczucie winy lub choćby zwykłego ludzkiego zrozumienia. Jak można się było spodziewać, nie ma szans go znaleźć.

Dom Iyi jawi się jako silnie zhierarchizowana maskulinistyczna struktura oparta na kulcie przeszłości i posłuszeństwa, stanowiąc alegorię całej kasty, w której ród zawsze zwycięża nad jednostką, a strach przed utratą honoru nad życiem. Zupełne przeciwieństwo rodziny złączonej więzami miłości matki do dziecka, męża do żony, dziadka do wnuka. Takiej jak rodzina Chijiwy. Dla wojowników postępowanie młodego ronina warte jest kpin i pogardy. Dlatego Tsugomo postanawia zagrać według ich reguł i udowodnić, ile są warte.

Dodatkowej dramaturgii temu spektaklowi dodają znakomite zdjęcia Yoshio Miyajimy, przemycającego na ekran ukrytą symbolikę. Mistrzowsko eksponując postać Tsugomo-oskarżyciela, czyni z niego centralny punkt opowieści, wciągając widza w krąg słuchaczy. „Harakiri” to również klimatyczny pojedynek pomiędzy Tatsuyą Nakadai a Tetsuro Tambą, jeden z najlepszych, jakie widziałam w filmach jidaigeki. Przypomina rytuał, którego uczestnicy celebrują każdy ruch. Kamera prześlizguje się po twarzach samurajów, mieczach, ukazuje stopy ostrożnie stąpające po targanej wichrem wysokiej trawie. Wszystko to bez słów, jedynie przy dźwiękach szalejącej wichury. Scena, która pozostaje w pamięci na długo po zakończeniu seansu.

„Harakiri” Kobayashiego właściwie nie potrzebuje rekomendacji. To jeden z tych obrazów, który broni się sam jako część kanonu, nie tylko kina samurajskiego. Arcydzieło zarówno w warstwie wizualnej, jak i symbolicznej. Pozbawione złudzeń spojrzenie na przeszłość, a zarazem moralne zwycięstwo człowieczeństwa nad zestawem bezdusznych zasad. To co dziś przytrafia się innym, jutro może być twym losem. Dwieście lat trzeba było czekać, by system pogrążył się sam.

poniedziałek, 15 czerwca 2009, almaaghra

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


CinemaAsia na Twitter

Kontakt: cinemaasiablog@gmail.com