Kino plus konteksty
Blog > Komentarze do wpisu
SPL - recenzja dvd
SPL Poster SPL, Strefa śmierci, Saat po long, Sha Po Lang, Kill Zone
Hongkong 2005
Reżyseria: Wilson Yip
Obsada: Sammo Hung, Simon Yam, Donnie Yen, Wu Jing, Liu Kai Chi
Dystrybucja: SPI International Polska (premiera dvd - 1 lutego 2007)
 
Trylogia „Infernal Affairs”, jedno ze szczytowych osiągnięć gatunku thrillera policyjnego z Hongkongu oprócz niewątpliwego sukcesu, jaki stał się udziałem całej tamtejszej kinematografii, przyniosła też wymierną stratę – zabiła inwencję u wielu twórców, którzy rzucili się do powielania schematu. Na szczęście klasowy reżyser zawsze znajdzie sposób, by nawet najbardziej znane motywy natchnąć świeżością. Wilson Yip postanowił nakręcić twarde kino, w którym nie ma czasu na moralne dylematy i bolesną psychoanalizę. Postawiwszy na silne, pulsujące osobowości, klasyczny pojedynek triada-policja przekształcił w osobistą wendettę i zatrudniwszy największe gwiazdy kina kung fu, kazał im skoczyć sobie do gardeł.

Dla porucznika Chana (Simon Yam) czas biegnie szybciej niż dla jego współpracowników. Za dwa dni odchodzi na emeryturę, nie wiedząc, jak długo będzie mógł się cieszyć wolnym czasem spędzanym z przybraną córką. Lekarze zdiagnozowali u niego guza mózgu, nie dając mu za wiele nadziei. Zanim odejdzie z policji, Chan ma do załatwienia jeszcze jedną sprawę. Przed trzema laty szef triady, Wong Po (Sammo Hung), uniknął więzienia dzięki śmierci najważniejszego świadka oskarżenia. Chan był jednym z oficerów eskortujących go do sądu i został ranny podczas zamachu. Od tej pory wychowuje córeczkę zmarłego świadka i martwi się o to, co stanie się z nią po jego śmierci.

Tymczasem los zdaje się mu sprzyjać. Po śmierci jednego z tajniaków w gangu Wong Po, na posterunek zgłasza się lekko upośledzony mężczyzna, który przypadkowo nagrał całą scenę egzekucji. Mimo że na taśmie wyraźnie widać, jak gangster bije ofiarę, to strzał pada z pistoletu jednego z jego podwładnych. Chan wraz z trójką najbliższych współpracowników uznaje, że to ostatnia szansa, by dopaść Wong Po i bez zastanowienia kasuje końcówkę filmu. Porucznik postanawia też nie wtajemniczać w sprawę swego następcy, Ma (Donnie Yen), dla którego to pierwszy dzień w nowym zespole. Mistyfikacja szybko wychodzi na jaw i pomoc Ma staje się niezbędna, zwłaszcza w konfrontacji z bezwzględnym zabójcą (Wu Jing), którego Wong Po nasyła na niepodejrzewających niczego policjantów.
SPL Still

Wilson Yip dokonał nie lada wyczynu, angażując gwiazdy trzech pokoleń kina sztuk walki do policyjnego dramatu, w którym ich koronne umiejętności stają się wisienką na torcie, dekorującą i tak już smakowity kawałek kina. Samo pojawienie się tej trójki w jednym filmie było nie lada atrakcją. Sammo Hung, żywa legenda kina akcji, zagrał jedną z najlepszych ról w swojej karierze. Jego Wong Po to bezwzględny gangster, który nie lubi, jak mu się przeszkadza w interesach. Z drugiej strony ma całkiem ludzkie marzenie – mieć rodzinę, a zwłaszcza dziecko – którego dość długo nie udaje mu się zrealizować. Kiedy wreszcie rodzi się mu syn, zyskuje zupełnie nową twarz, troskliwego ojca i kochającego męża. Jakże blado wypadają w porównaniu z nim stróże prawa, rozwodnicy, samotni, często skłóceni z rodzinami. Nie przez przypadek akcja filmu toczy się w Dzień Ojca, gdy pochłoniętych prywatną krucjatą policjantów nawiedzają zaniechania całego życia.

Donnie Yen, obok Jeta Li, największa gwiazda pokolenia czterdziestolatków, na planie SPL pełnił rolę podwójną. Większe brawa należą mu się za choreografię scen walki, bo aktorsko znów zagrał siebie. Yen nie należy do aktorów zbyt ekspresyjnych, ale w SPL nie było to potrzebne. Jego postać miała ten cichy autorytet, przy którym widz nabierał przekonania, że Donnie wie, co robi. I to wystarczyło. Największą metamorfozę przeszedł importowany z Pekinu Wu Jing, którego ze słynnej Beijing Wushu Team wykradł dla kina legendarny choreograf Yuen Woo-ping. Wu Jing, słynący do tej pory z ról pozytywnych i zazwyczaj sympatycznych bohaterów chińskich seriali wuxia i serii tai chi, z powodzeniem zagrał okrutnego zabójcę, szlachtującego ludzi z dziecinną łatwością... i radością wyzbytego z skrupułów socjopaty. Wilson Yip zafundował mu prawdziwe wejście smoka w niezapomnianej scenie, gdy ubrany w biel szaleńczo okłada i tnie nożem Kena Changa. Jego Jack to kolejny po Kazuo Kiriyamie z „Battle Royale” dowód, że urodzony morderca nie musi wiele mówić, odcisnąć swoje piętno na opowiadanej historii.
SPL Still

Co Wu Jing potrafi zrobić z nożem równa się tylko temu, co Donnie Yen wyprawia z policyjną pałką. A kiedy ci dwaj spotykają się wreszcie w ciasnej bocznej uliczce, nadają nowy kierunek konwencji kina akcji. Całonocne kręcenie tej jednej tylko sceny dało niesamowity efekt. Yen tak ułożył choreografię dwóch finałowych pojedynków, żeby odpowiadała charakterom jego przeciwników. Walka z Wu Jingiem jest szybka i brutalna, z Sammo Hungiem bardziej siłowa, więcej w niej zapasów niż finezyjnych ciosów. Obie ogląda się z zapartym tchem, odnosząc wrażenie, że to się dzieje naprawdę. Co zresztą po części odpowiada prawdzie, bowiem Donnie Yen nie omawiał wcześniej z Wu Jingiem szczegółów dotyczących starcia, a Wilson Yip zostawił im całkowicie wolną rękę. SPL to ogromny sukces Yena, uhonorowanego Hong Kong Film Award za najlepszą choreografię scen walki (nie pierwszą zresztą).

Skoro sceny walki to wisienka na torcie, to co to musi być za tort. Solidny kręgosłup filmu stanowi opowieść o zdesperowanych gliniarzach, którzy ścigając się z czasem, tracą resztki skrupułów (świetny Simon Yam). Nawet jeśli mają częściową rację, a kierujące nimi powody można po ludzku zrozumieć, nie zmienia to faktu, że ich postępowanie godne jest raczej tego, z czym tak usilnie walczą. Ekipa Chana to przyjaciele, których lojalność i wzajemna troska przekraczają granicę najlepszego nawet koleżeństwa. W ten zgrany zespół wkrada się ciało obce w postaci Ma, któremu nie ufają. Szybko jednak okazuje się, że nawet on ma w życiorysie epizod, o którym wolałby zapomnieć. A ponieważ są na siebie skazani, Ma staje się częścią ich gry. Nawet jeśli wewnętrznie się z nimi nie zgadza.
SPL Still

Akcja filmu w dużej części dzieje się podczas jednej nocy, kiedy to na ulicach kontrolę przejmują gangsterzy. SPL to już któryś film z kolei, który z północy czyni umowną granicę, rozdzielającej rządy prawa stanowionego i zwyczajowego prawa triad. Jednym słowem, gliniarzom, o ile nie nazywają się Donnie Yen, po tej magicznej godzinie w niektóre rejony chodzić jest niebezpiecznie. Samo miasto wydaje się dziwnie opustoszałe oprócz nienaturalnej liczby młodych mężczyzn gromadzących się w pewnych punktach i jednego zabójcy grasującego po ulicach, na których nie ma żywego ducha. Nie zmienia to faktu, że nawet ten wymarły, nocny Hongkong wygląda pięknie w kamerze Lama Wah-Chuen, który wyraźnie upodobał sobie dachy tej metropolii, urastające do rangi jedynego miejsca, gdzie glina może zakosztować samotności.

SPL to może nie jest film idealny, ale bliski tego, czego należy oczekiwać od kina akcji. Dojrzały i wyważony, kręcony z pasją i co najważniejsze z głową, potrafiący zaskoczyć, kiedy wszystko wydaje się jasne, wprost okrutny, ale nie zachłystujący się przemocą samą w sobie. Zamiast na siłę dostosowywać standardy do nękanego cenzurą kina chińskiego, Wilson Yip zrobił kino bezkompromisowe, pozbawione złudzeń co do brutalnej natury świata, w którym przeznaczenie daje znać o sobie najboleśniej, gdy wszystko wydaje się być na dobrej drodze.
niedziela, 18 stycznia 2009, almaaghra

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


CinemaAsia na Twitter

Kontakt: cinemaasiablog@gmail.com