Kino plus konteksty
Blog > Komentarze do wpisu
"Cesarzowa i wojownicy" - recenzja

Cesarzowa i wojownicy PosterCesarzowa i wojownicy, Kwong saan mei yan, An Empress and the Warriors

Hongkong/Chiny 2008

Reżyseria: Siu-Tung Ching

Obsada: Donnie Yen, Kelly Chen, Leon Lai, Xiaodong Guo, Zhengkai Kou

Dystrybucja: Epelpol Entertainment

Co łączy Wong Kar Wai’a, Anga Lee, Zhanga Yimou, Chena Kaige i Johna Woo? Oprócz niewątpliwej sławy mistrzów kina, rzecz jasna. Wszyscy panowie na przestrzeni ostatnich piętnastu lat popełnili przynajmniej jeden epicki film kostiumowy, z czego trzech z nich stworzyło pięć produkcji w ciągu ostatnich sześciu lat. A przecież nie są jedynymi, którzy mierzyli się z gatunkiem. Od czasu piorunującego sukcesu „Przyczajonego tygrysa...” na gali oskarowej w 2001 roku, każdy szanujący się chiński reżyser chce mieć w dorobku taki film. Zwłaszcza że to gatunek w miarę bezpieczny.

Miliardowy chiński rynek to łakomy kąsek dla każdego producenta, lecz wszechobecna cenzura i brak systemu ratingowego wymuszają tworzenie filmów „dla wszystkich”, unikających drażliwych tematów, nadmiernej przemocy, erotyki, a przy tym na tyle atrakcyjnych, by widz obejrzał je w kinie, a nie na pirackim dvd. Wysokobudżetowe produkcje, naszpikowane gwiazdami i opatrzone nazwiskami wybitnych twórców stanowią potencjalnie dochodową inwestycję, w dodatku wciąż na tyle modną, by sprzedać ją za granicę. Dlatego mimo nasycenia rynku podobnymi przedsięwzięciami, wciąż powstają nowe, a grono reżyserów podejmujących wyzwanie nieustannie się poszerza. Wśród nich jest twórca „Cesarzowej i wojowników”, Tony Ching, dotychczas znany jako wybitny choreograf scen walki, współpracujący m. in. z Zhangiem Yimou przy jego zmaganiach z gatunkiem wuxia („Hero”, „Dom latających sztyletów”, „Cesarzowa”). Po długoletnim okresie pracy przy wysokobudżetowych produkcjach Ching postanowił dorobić się własnej, z dość mizernym skutkiem.

Cesarzowa i wojownicy Still
Film rozpoczyna się niczym „Gladiator” Ridley’a Scotta. W obozie wojskowym zazdrosny krewniak władcy Yan Guo pomaga królowi zejść z tego świata. Mimo że władca wyznacza do roli nowego przywódcy swego ulubionego generała Muyong Xuehu (Donnie Yen), los państwa zostaje złożony w ręce księżniczki Yen Feier (Kelly Chen). Jej pozycja jest zagrożona przez aspiracje królewskiego kuzyna, Wu Ba (Guo Xiaodong), który sprzeciwia się osadzeniu kobiety na tronie i marzy o koronie dla siebie. W utrzymaniu władzy pomaga Feier Muyong, który uczy ją sztuki wojennej, czego wymaga tradycja. Podczas szkolenia księżniczka zostaje zaatakowana przez skrytobójców i cudem uchodzi z życiem. Przed śmiercią ratuje ją mieszkający w pobliżu tajemniczy pustelnik Duan Lan-Quan (Leon Lai). W trakcie krótkiego pobytu w jego samotni oboje przypadają sobie do gustu. Młoda władczyni musi wracać do swego królestwa, ponownie zagrożonego wojną i ambicjami Wu Ba. Rozdarta między uczuciem a poczuciem obowiązku dokonuje wyboru, który odciśnie się na losach najbliższych jej osób.
Cesarzowa i wojownicy Still
Największą zbrodnią „Cesarzowej i wojowników” jest to, że jak na produkcję, która ma dostarczać ludziom rozrywki, jest przeraźliwie nudna. W dodatku totalnie bezpłciowa jak tytuł, który nosi. Przeładowana patosem przechodzącym w trudny do strawienia lukier. Opartą na naiwnej fabule, w której jedna przemowa potrafi zakończyć konflikt zbrojny, i pełną oklepanych tekstów w stylu „można cię zabić, ale nie pokonać”. Wojna zresztą dzieje się tylko od czasu do czasu, by zadośćuczynić oczekiwaniom spragnionej akcji publiczności. Resztę wypełnia mdławy romans, przy którym mniej odporni na słodycz po prostu przysypiają.

Mamy więc festiwal rozstań i powrotów, w którym biedna księżniczka musi podjąć trudną decyzję, co do swojej przyszłości. Kelly Chen to odrębny temat tej recenzji. W zbroi wygląda komicznie, to trzpiotka przebrana za żołnierza. Stara się robić groźne miny i mieć autorytet, ale chyba tylko po to, by udowodnić, że prawdziwym sensem jej życia jest znalezienie swego księcia z bajki. Ugania się za nim przez większą część filmu, bowiem tak podpowiada jej „niewieście serce”. Władza według scenarzystów męczy kobiety, marzące przecież o cichym, spokojnym życiu. Księżniczka porzuca więc swoje królestwo, potem wraca, potem znowu odchodzi, przeżywa swe dylematy, szkoda tylko, że nikogo to już nie obchodzi. Nawet jak zwykle przystojny Leon Lai nie potrafi reanimować tego pozbawionego życia romansu.

Cesarzowa i wojownicy Still
Z kolei Donnie Yen w roli generała Muyong Xuehu został przytłoczony nadmiarem patosu, funkcją ostatniego sprawiedliwego, który, jak można się domyślać, prędzej zginie niż uzna porażkę. Świetnie wypada w scenach walki, ale przy tak skonstruowanym scenariuszu każe mu się dokonywać rzeczy, które są kompletnie bezsensowne. Fabuła jest zresztą pełna takich momentów, aż dziw bierze, że królestwo Yan Guo nie padło z braku pomyślunku jego włodarzy.

„Cesarzowa i wojownicy” w moim rankingu filmów wuxia plasuje się na szarym końcu, tuż obok kiczowatej „Przysięgi” Chena Kaige. Mdławy, pozbawiony wyrazu i energii, z jednowymiarowymi postaciami, oczywistymi wyborami, sterylny i bezpieczny. To rozczarowanie nawet większe niż „Przysięga”. Kicz da się czasem od biedy przeżyć, ale nudy wybaczyć nie mogę.

niedziela, 05 października 2008, almaaghra

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
tamta_marysia
2008/10/11 23:43:48
Hmm, więc te filmy naprawdę są tak licznie produkowane? Myślałam, że po prostu takie są do nas sprowadzane... No wiesz, dystrybutorzy często po sukcesie jednego sięgają po kolejne z tego samego nurtu raczej niż, próbują czegoś nowego.


CinemaAsia na Twitter

Kontakt: cinemaasiablog@gmail.com