Kino plus konteksty
Blog > Komentarze do wpisu
Przeboje Kina Azji - "APT" - recenzja

APT CoverApateu, APT, Apartament

Korea Południowa 2006

Reżyseria: Byeong- ki Ahn

Obsada: So-young Ko, Seong-jin Kang, Hie-jin Jang, Ha-seon Park, Yuko Fueki

Dystrybucja: IDG

Koreański spec od horrorów, Byeong-ki Ahn, znany jest przede wszystkim z produkcji „Telefon”, wtórnej, choć nie pozbawionej klimatu i nieźle zagranej historii o zazdrości i zemście. W 2006 roku postanowił przenieść na ekran komiks Kang Poola o nawiedzonym mieszkaniu, przyprawiając go mieszanką zapożyczeń sięgających japońskich horrorów i dzieł Hitchcocka.

O Se-jin wiadomo niewiele ponad to, że projektuje wystawy sklepowe i prowadzi życie singielki, mieszkając samotnie w wynajętym apartamencie. Widok z okna ma pozornie nieciekawy, jeszcze jeden wielki blok, w którym większość lokatorów nie przejmuje się czymś tak banalnym jak zasłanianie okien. Se-jin podgląda ich poczynania przez lornetkę i szybko jej uwagę przykuwa niepełnosprawna dziewczyna, która samotnie zamieszkuje jeden z obserwowanych lokali. W dodatku w budynku co wieczór gasi się światło, zawsze o tej samej porze. Czy coś wspólnego mają z tym tajemnicze wypadki, którym ulega kilku lokatorów?

„APT” należy do gatunku azjatyckich horrorów, które źródło klątwy czerpią raczej z miejsc niż z przedmiotów codziennego użytku. Straszące rezydencje, dobrze znane z amerykańskiej kinematografii, są tu zastępowane bardziej kameralnymi mieszkaniami, a złe moce konkretnymi długowłosymi duszycami. Klony Sadako wykorzystuje się z całym dobrodziejstwem inwentarza. Pojawienie się takiego na ekranie najpierw przyprawia o dreszcze, a potem o nudności, nawet jeśli jest ładniejszy i bardziej „świeży” niż jego pierwowzór. To co w azjatyckim horrorze uważałam za wartość, czyli wykorzystywanie duchów w demaskowaniu mrocznych stron ludzkiej natury, w „APT” zostało praktycznie zmarnowane. W najlepszych filmach gatunku do prawdy dochodzi się przez cały film, a tajemnica ma nawet kilka odsłon. Byeong-ki Ahn nawet nie pofatygował się, by opowiedzieć o swoich bohaterkach coś więcej niż jest to potrzebne dla sprawnego prowadzenia fabuły, a widzowi pozostawiono niewielkie pole do spekulacji. Postacie drugoplanowe w większości jedynie przesuwają się po ekranie i niemal natychmiast giną. Nam pozostaje powiązanie kilku poszlak i czekanie na finał, który jest chyba najbardziej rozczarowujący.

Od strony technicznej „APT” nie wypada najgorzej. Solidnie sfilmowany, wykorzystujący sprawdzone sztuczki azjatyckich speców od straszenia. Okropny dźwięk, który towarzyszy poruszaniu się ducha zdaje egzamin celująco, zwłaszcza w połączeniu z makabryczną pantomimą naśladującą chodzenie. Te pomysły dają niezły efekt, pod warunkiem że nie widziało się tego wcześniej. Po którymś razie ma się wrażenie oglądania tej samej historii w nowej scenografii.

„APT” to przeciętny koreański horror, który nie powala oryginalnością, ale i trudno mu zarzucić, że jest nudny. Pozycja na jeden raz. Na chłodny, samotny wieczór.

niedziela, 10 lutego 2008, almaaghra
Tagi: horror Korea

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


CinemaAsia na Twitter

Kontakt: cinemaasiablog@gmail.com