Kino plus konteksty
Blog > Komentarze do wpisu
"The Host: Potwór" - recenzja dvd

Okładka The Host: Potwór The Host: Potwór, Gwoemul, The Host

Korea Południowa 2006

Reżyseria: Bong Joon-ho

Obsada: Song Kang-ho, Park Hae-il, Du-na Bae, Byeon Hie-bong, Ko Ah-sung

Dystrybucja: Blink

W tym roku koreańscy producenci pomimo kilku nieźle zarabiających filmów z rozmarzeniem wspominają dwa ostatnie lata, kiedy to rodzime produkcje przekraczały magiczną granicę 10 milionów widzów. W 2005 roku serca kinomanów podbił kostiumowy „King and the Clown”, rok później ten wyśrubowany rekord pobił „The Host”, o którym pisano, że to nowa jakość w dość wyeksploatowanym gatunku znanym jako monster movie. Gumowe potwory odchodzą więc w niepamięć, a ich miejsce zgodnie z duchem czasu zajmuje komputerowo wygenerowany stwór, zaś atomowe lęki powojennego społeczeństwa ustępują pola ekologicznym obawom jego postindustrialnej postaci.

Wszystkiemu winni są Amerykanie. Ich brak świadomości ekologicznej powoduje, że do rzeki Han, która przepływa przez Seul, dostaje się duża ilość toksycznej substancji. Na efekty nie trzeba długo czekać. Po czterech latach z wody wyłania się przerośnięta kijanka, która zaczyna polować na ludzi. Zwierzę jest duże, więc musi solidnie zjeść. A czego nie połknie od razu, chomikuje w klaustrofobicznych przestrzeniach kanałów biegnących w pobliżu rzeki. Podczas swojego pierwszego poważnego wypadu łowieckiego, pechowo za cel obiera Hyun-seo, trzynastoletnią córkę nieco gamoniowatego Gang-du, który wraz z ojcem prowadzi budkę z koreańskim fastfoodem. Dziewczynce udaje się przeżyć atak i uwięziona w „spiżarni” potwora, na chwilę łączy się z komórką ojca, dając znak życia. Na pomoc rusza jej cała rodzina.

„The Host” to bardzo eklektyczny film, próbujący być wszystkim po trochu. Dramatem, thrillerem, satyrą a nawet komentarzem społecznym. Nielubiani Amerykanie ze swymi bazami w Korei, absolwent, który po spędzeniu studiów na demonstracjach politycznych nie może znaleźć pracy, protesty ekologiczne, wszystko to pokazane z przymrużeniem oka, ale mimo to przez cały czas obecne gdzieś w tle. Nie pierwszy to koreański film, który trudno jednoznacznie sklasyfikować. Mimo to nie odważyłabym się nazwać go horrorem.

Punkt ciężkości spoczywa na relacjach pomiędzy członkami niezwykłej rodziny Parków. Strzałem w dziesiątkę okazało się zaangażowanie gwiazdora kina koreańskiego Song Kang-ho, któremu nie sposób nie kibicować w poszukiwaniach córki. Od razu przypomniała mi się jego rola w „Panu Zemście”, gdzie również grał ojca, który utracił dziecko. Tamta rola była jednak inna, pełna bólu i goryczy. W „The Host” pokazuje desperację, ale i nadzieję. W poszukiwaniach pomaga mu młodsze rodzeństwo. Nam-joo, grana przez Du-nę Bae, to brązowa medalistka w łucznictwie, Nam-il, w tej roli Park Hae-il, niegdyś stały bywalec studenckich demonstracji, dziś topi smutki w alkoholu. Obrazu nieprzeciętnej rodziny dopełnia ojciec, Hie-bong, grany przez Byeona Hie-bong, który stara się trzymać w ryzach pozostałą trójkę.

Do walki z potworem staje nie wojsko, ale czteroosobowa rodzina, której członkowie w życiu są raczej na minusie. Władze i armia raczej przeszkadzają niż pomagają, a nawet częściowo paraliżują ich wysiłki. Wątek militarny jest najsłabszy w całym filmie i mógłby zostać z pożytkiem ograniczony do minimum. Zwłaszcza że niewiele z niego wynika oprócz przeciągnięcia fabuły. Satyra wymierzona w Amerykanów może działać na gruncie lokalnym, ale w oczach neutralnego widza gubi swoje ostrze. Poza tym prztyczek w amerykański nos i tak odbija się rykoszetem po Koreańczykach.

Znacznie ciekawszy jest wymiar ekologiczny tego filmu. To, co zgotowaliśmy naturze, odbije się na nas samych. Potwór z „The Host” nie jest przecież zwykłą mutacją, co raczej produktem ludzkiej ignorancji. Nie efektem dzieła szalonego naukowca, ale beztroskiego podejścia do spraw ochrony środowiska. Incydent związany z wyciekiem formaldehydu do rzeki Han miał miejsce w 2000 roku, kiedy to cywilny pracownik armii amerykańskiej Albert McFarland wydał polecenie wylania 120 litrów tej substancji do systemu ściekowego. Po pięciu latach, pomimo wyłączenia pracowników i żołnierzy armii amerykańskiej spod koreańskiej jurysdykcji, McFarland został skazany na dwa lata więzienia. Nie spędził w nim ani godziny. Sprawa odbiła się jednak szerokim echem i znalazła swoje odbicie w filmie.

Bong Joon-ho po znakomitym „Memories of Murder” stworzył obraz, który trafnie oddaje koreańskie obawy. Ponad 12 milionów widzów dało się uwieść tej zbiorowej terapii. A ponieważ nasza cywilizacja potrafi zarabiać na lękach, które sama wywołuje, już zapowiedziano część drugą. „The Host” idealnie odpowiada duchowi naszych czasów. Widać, każdy wiek ma takiego potwora, na jakiego zasługuje.

niedziela, 02 grudnia 2007, almaaghra
Tagi: Korea horror

Polecane wpisy

  • Blind, Cat - zwiastuny

    Nadchodzący koreański thriller, Blind , od Ahna Sang-hoon, reżysera horroru Arang to opowieść o niewidomej kobiecie, która była świadkiem zbrodni. Nie tylko do

  • Zwiastun A Ruined House

    Niedawno prezentowałam teaser do nowego koreańskiego horroru A Ruined House ( Deserted House ). Zapowiadana na sierpień produkcja dorobiła się strony interneto

  • "Paranormal Activity" po koreańsku?

    Zwiastuny, zwłaszcza teasery potrafią być mylące, ale tak to właśnie wygląda. Wiadomo na razie tyle, że reżyserem "A Ruined House" (nieoficjalny tytuł) jest Lee

  • Akademik cz 3

    Patrzył na jej spokojny sen, regularne ruchy klatki, przerywane z rzadka króciutkim mamrotaniem. Wielu uznałoby, że to najlepszy moment, znajomości z tym osobni

  • Creepypasta 2

    Niedawno, zupełnie niedawno temu, tak ze cztery lata, byłem sobie w domu bez żony, tylko z dziećmi. Oba kochane skarby już słodko spały w naszym łóżku, jako że

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


CinemaAsia na Twitter

Kontakt: cinemaasiablog@gmail.com