Kino plus konteksty
Blog > Komentarze do wpisu
Horrory Świata - "Telefon" - recenzja

Okładka PhoneTelefon, Phone

Korea Południowa 2002

Reżyseria: Byeong-ki Ahn

Obsada: Ji-won Ha, Yu-mi Kim, Woo-jae Choi, Ji-yeon Choi, Seo-woo Eun

Dystrybutor: IDG Poland

Od 1998 roku, kiedy to „Ringu” Hideo Nakaty przywrócił horrorowi azjatyckiemu zainteresowanie publiczności, w Japonii i krajach sąsiedzkich zaroiło się od pozycji próbujących z różnymi skutkami powtórzyć udany schemat. Efektem tego był wysyp wtórnych historii, z których każda kolejna stawała się coraz bardziej nużąca. Korea Południowa padła największą ofiarą tej plagi, gdy tamtejsi producenci zaczęli prześcigać się w oferowaniu jednorazowych produktów do oglądania podczas upałów w klimatyzowanym kinie. Żaden z tych tytułów nie doczekał się kontynuacji. Pozostały hitami minionego lata, choć niektórym, jak „Telefonowi” właśnie, udało się nieźle zarobić.

Fabuła filmu, jak można się było spodziewać, krąży wokół mrocznej rodzinnej tajemnicy. Trzeba jednak przyznać, że reżyser Byeong-ki Ahn mozolnie rozgrywa kolejne jej odsłony, co samej produkcji wychodzi na dobre. Najgorszym, co mógłby zrobić, to pospiesznie dopasować elementy układanki i przystąpić do straszenia. Na to ostatnie nie starczyło jednak inwencji i zamiast horroru wyszedł dramat z elementami kina grozy. Niby można kilkakrotnie podskoczyć w fotelu, ale chyba nie takie były oczekiwania.

Dziennikarka Ji-won pisze artykuł o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich. W efekcie doprowadza winnych do procesu, ale sama staje się ofiarą tajemniczego prześladowcy. Dla bezpieczeństwa zmienia numer komórki i przeprowadza się do domu przyjaciółki, Ho-jeong, który od miesięcy stoi pusty. Pewnego dnia otrzymuje przerażający telefon. Pech chciał, że odbiera go córka Ho-jeong, mała Yeong-ju. Od tego czasu dziewczynka dziwnie się zachowuje, a telefon nie przestaje dzwonić.

Na pudełku przeczytałam fragment recenzji: „Pod każdym względem lepszy od Ringu”. Niestety, chyba nie oglądaliśmy tego samego filmu. Po „Telefonie” żadne z was nie zawaha się odebrać komórki. Kaseta wideo, która oprócz samego faktu istnienia, zawierała bardzo niepokojący materiał, wytwarzała napięcie, któremu ani dzwoniący telefon, ani rozlegające się w nim krzyki i trzaski nie są w stanie dorównać. Nawet pamiętna strona internetowa w „Kairo” Kiyoshi’ego Kurosawy potrafiła wywołać większy lęk, chociaż, o ile pamiętam, nie towarzyszyły temu żadne dźwięki.

Czynnik strachu jest w tym horrorze stosunkowo niewielki. Otrzymujemy stały zestaw sprawdzonych chwytów, takie jak winda czy lustro, na które publiczność uodparnia się po wielokrotnym obejrzeniu. Ahn pomyślał więc, że trzeba widzowi „przyłożyć” dźwiękiem, ale chwytanie się takich metod to dla reżysera mało chwalebna ostateczność.

Warta wspomnienia jest rola malutkiej Seo-woo Eun, która spycha w cień wszystkich pozostałych. I pewnie ją z całego filmu zapamiętacie najdłużej. Trójka dorosłych aktorek gra na różnym poziomie. Nie przekonała mnie Ji-won Ha w roli głównej. Znacznie lepiej wypadła Ji-yeon Choi w roli mszczącej się po śmierci Jin-hie. Od dobrej strony pokazała się też Yu-mi Kim jako wzorowa żona wzorowego człowieka sukcesu, która za wszelką cenę próbuje utrzymać swoją wzorową rodzinę.

Właśnie ten wątek wypadł najciekawiej. Ho-jeong, żona bogatego szefa funduszu inwestycyjnego to prawie idealna koreańska pani domu, która rezygnuje z własnych pasji, żeby mieć czas dla męża i córki. Jest piękna i utalentowana, wierna i opiekuńcza, ale ma mocną osobowość. Pragnie realizować się w swojej wzorcowej rodzinie, która jest dla niej jedynym celem w życiu. Niestety, idealny związek to fasada, a zderzenie marzeń z rzeczywistością doprowadza do tragedii. Szkoda tylko, że Woo-jae Choi jako Chang-hoon nie sprawdza się w roli męża. Stłamszony przez damską rozgrywkę, zostaje zepchnięty do roli przedmiotu sporu. I w rezultacie jego los mało widza obchodzi.

Gdyby pozbawić „Telefon” wszystkich ringopodobnych elementów i skoncentrować się na rodzinnym dramacie, powstałby materiał wyjściowy na lepszy film. Zamiast tego mamy mszczącego się po śmierci ducha, brzęczącą komórkę i uczucie deja vu. Nie najgorzej pomyślana historia ugrzęzła w spróchniałych ramach konwencji, by w końcówce runąć wraz z całą konstrukcją.

czwartek, 11 października 2007, almaaghra
Tagi: horror Korea
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


CinemaAsia na Twitter

Kontakt: cinemaasiablog@gmail.com