Kino plus konteksty
Blog > Komentarze do wpisu
"Ergo Proxy" - recenzja dvd

Plakat Ergo Proxy

Japonia 2006

Studio: Manglobe

Reżyseria: Shukou Murase, Scenariusz: Dai Sato

Dystrybutor: Vision

Mrok, leki i niepokoje – gdy ludzie zaczynają fantazjować na temat przyszłości, nie mogą powstrzymać się od strachu. Wszechobecna technologia łączy się brakiem wolności. Regulowani, podglądani, obywatele idealnych społeczeństw żyją w pustce, która z braku innych wzorców zdaje się im szczęściem. Najważniejsze, że bezpieczna, bez przykrych widoków, trosk i wyrzutów sumienia. I lepiej nie wiedzieć, co się kryje za tą idyllą.

„Ergo Proxy” w swej początkowej fazie to właśnie obraz pozornego raju. Romdo to miasto pod kopułą, odgrodzone od toksycznego świata. Lecz mogłoby zabić – monotonią i szarością. Do tego pozornie idealnego społeczeństwia, które każdy piewca indywidualizmu skojarzy prędzej z koszmarem, wkrada się element chaosu. Autoreivy, czyli służące ludziom roboty, opanowuje wirus cogito (skojarzenia z Kartezjuszem jak najbardziej na miejscu). Człowiek nie może dopuścić, by maszyna zyskała niezależność w jakiejkolwiek postaci, więc zaczyna likwidować „wyzwolone” jednostki. Dodatkowo na wolność wyrywa się tajemnicza istota zwana Proxy.

Pierwsze odcinki to całe mnóstwo pytań, wśród nich najważniejsze: czym jest ów byt i co ma z nim wspólnego niepozorny Vincent Law, emigrant z Mosko, marzący o zostaniu idealnym obywatelem Romdo. Ale miasto go nie chce, pogardza nim i w rezultacie odrzuca. A wraz z nim zarażoną cogito Pino, autoreiva-dziecko, jedyną budzącą sympatię postać w serii. Nie zdobywa jej na razie Re-l Mayer, wnuczka dygnitarza Romdo, choć z ulgą stwierdzam, że to nie ani słodka idiotka, ani hersztbaba. Ma w sobie potencjał i silny charakter, przez co stanowi przeciwwagę dla mało wyrazistego Vincenta. Ten jednak, jak się zdaje, to taki futurystyczny Dr Jekyll i Mr Hyde, więc jeszcze wszystko przed nim. W Romdo wyróżniają się Dedal, naukowiec prowadzący tajne badania nad Proxy i Raul Creed, świeżo mianowany na szefa agencji bezpieczeństwa, który zaczyna prowadzić własną grę.

Mam nieodparte wrażenie, że „Ergo Proxy” zostało przygotowane dla zachodniego widza. Wyróżnia go brak klasycznego openingu z j-popem w tle, w zamian otrzymujemy wysmakowany klip z angielskojęzycznym „kiri” japońskiego Monoral, a na zakończenie „Paranoid Android” Radiohead. Miłośnicy szukania nawiązań do filozofii i literatury będą mieli dobrą zabawę. Występują one w sporej ilości i nie są tak łopatologiczne jak choćby w „Appleseed”. Do tego znakomita muzyka i animacja, która stanowi połączenie grafik 2D i 3D. Puryści nie powinni kręcić nosem, bo w tym przypadku to udany mariaż. Dominują przygaszone kolory, technologiczne granaty i szarości oraz laboratoryjna biel.

„Ergo Proxy” to z pewnością seria nie dla każdego. Miłośnicy futurystycznych klimatów powinni być zadowoleni, podobnie jak zwolennicy tajemnic i filozoficznych podróży w poszukiwaniu utraconej tożsamości.

niedziela, 08 lipca 2007, almaaghra

Polecane wpisy

  • GANTZ - recenzja

    Przeniesienie mangi na ekran to często nie lada wyzwanie. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi tytuł, który sprzedał się w kilkunastomilionowym nakładzie i ma ogromne rz

  • Joint Security Area - recenzja

    By zrozumieć miejsce JSA w annałach koreańskiej kinematografii, należy cofnąć się do roku 2000, kiedy to produkcja miała swoją premierę. Rodzimy przemysł filmo

  • Public Enemy - recenzja

    Już od czasów Brudnego Harry’ego wiadomo, że dobry glina przepisów się nie trzyma. Jak pokazuje przykład Public Enemy Kanga Woo-seok, kanonicznej już pro

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/07/08 18:38:06
Witam,
Jestem mocno rozczarownay ta seria. Ledwo przebrnalem przez dwa odcinki i nie mam zupelnie ochoty ogladac dalej.
Swietnie ze jest "mroczny klimat", ale mrocznosc niestety opanowala takze scenariusz i co gorsza, bohaterow. Sa totalnie dretwi, jest mi wszystko jedno czy osiagna swoje cele czy nie, jest mi wszystko jedno co im sie stanie.

Technicznie sama animacja ucieszy wszystkich przeciwnikow anime - momentami przypomina slideshow, a nie animacje...

Na tle innych serii niestety prezentuje sie wiec bardzo ubogo. Z opisu wnioskowalem ze bedzie to serial ktory wypelni mi pustke po zakonczonym wlasnie drugim sezonie GITS: 2nd gig, wlasnie ukazalo sie ostatnie, osme DVD. No coz, moja naiwnosc zostala ukarana (na pudelku napisane bylo, ze "Ergo Proxy" tworzyli ludzie odpowiedzialny m.in. za Cowboy Bebop)

:-)

Pozdrawiam i gratuluje swietnego bloga!
-
2007/07/09 22:17:00
Dość surowo oceniłeś to anime. Zgadzam się z tym, że bohaterowie nie chwytają za serce, klimat opowieści jest niewiarygodnie chłodny. Generalnie „Ergo” to mało japońska seria, taki snuj, może właśnie dlatego nie przypadła ci do gustu. Ale żeby zaraz uboga? Ascetyczna, być może.

Pozdrawiam i zapraszam do dalszych odwiedzin:)
-
Gość: kru, *.internetdsl.tpnet.pl
2007/09/28 22:15:47
dla mnie momentami wręcz bełkotliwe, te wszystkie znaczące nazwiska (cała myśl post-mo od Derridy po Kristevę), zasuwanie cytatami jak w GITS:Innocence, zbudowanie całego odcinka wokół Ofelii Millaisa, dziewczynkoandroid z tożsamością... wszystko to dodaje sztucznego i niepotrzebnego patosu, do rewelacyjnego przecież klimatu.
Przez większość czasu, to anime stanowi spójną całość, ale kiedy pojawiają się dłużyzny, ten pseudointelektualny bełkot zaczyna szczerze denerwować.

gdyby tak odwrócić Twoją ideę, że to anime dla zachodniego widza, na przeciwną: to anime dla Japończyków, którym te wszystkie wspomniane wyżej elementy wydają się dość (powtarzam, dość, nie chcę im umniejszać ;)) egzotyczne, wtedy wszystko byłoby usprawiedliwione. a tak mamy fantastyczne anime upstrzone nachalnym wezwaniem do egzystencjalnej dyskusji na wciąż te same argumenty. według mnie, dużo bardziej stymulujące intelektualnie jest odczytywanie symboli z End of Evangelion (w ogóle zrozumienie EoE ;D).

Ale dawno nie spotkałam w anime postaci z tak kapitalnym designem jak Re-l. Opening też jest bombowy. W ogóle czy to robili ludzie od Witch Hunter Robin? To by tłumaczyło usterki.


CinemaAsia na Twitter

Kontakt: cinemaasiablog@gmail.com