Kino plus konteksty
Blog > Komentarze do wpisu
"Pan Zemsta" - recenzja

UWAGA!!! Niektóre sformułowania domyślni czytelnicy mogą uznać za spoilery!

Pan Zemsta, Boksuneun naui geot, Sympathy for Mr. Vengeance

Reżyseria: Chan-wook Park

Obsada: Kang-ho Song, Ha-kyun Sin, Du-na Bae, Ji-Eun Lim, Bo-bae Han

Korea Południowa 2002

Plakat Dwa osobiste dramaty splatające się w tragedię. Brat, który rozpaczliwie próbuje ratować siostrę, i ojciec usiłujący ocalić córkę. Gra o życie kończąca się całkowitą porażką. Bezsilność, a potem wściekłość, która napędza do zemsty, brutalnej, odartej do żywego mięsa. Wszystko przez jedną fatalną decyzję, uruchamiającą lawinę nieszczęść. „Pan Zemsta" Chan-wook Parka to najbardziej okrutny film trylogii, surowy w wymowie i w obrazie. Widz nie musi błądzić w zawiłościach fabuły. Była zbrodnia, jest i kara. Tyle, że obie mieszają się niebezpiecznie.

Ryu, głuchoniemy robotnik, potrzebuje pieniędzy na operację siostry. Właśnie zwolniono go z pracy, więc ryzykuje, nawiązując kontakt z handlarzami organów. W efekcie traci i nerkę, i oszczędności. Zostaje mu tydzień czasu, by zebrać wymaganą kwotę. Zdesperowany przystaje na pomysł swojej dziewczyny i „porywa" córkę byłego szefa, Parka, by wyłudzić okup. Gdy jest niemal po sprawie, wszystko zaczyna się walić.

Tym razem nie ma czasu, by wszystko przemyśleć i zaplanować. Do zabicia człowieka nie trzeba finezji. Wystarczy kij bejsbolowy lub nóż. I skumulowane emocje, które popychają obu mężczyzn do tak bezwzględnych zachowań. Nie szukają pomocy ani sprawiedliwości. Wymierzają ją w pojedynkę, zmęczeni ową bezsilnością. Sami też padają jej ofiarą.

Żadnego z nich nie da się osądzić w sposób jednoznaczny. Ryu popełnia straszliwą głupotę, którą nieszczęśliwy wypadek zmienia w dramat. Właściciel fabryki, Park, jest przyczyną tragedii innych ludzi, zanim dotyka go jego własna. A są jeszcze dwie kobiety w życiu Ryu, siostra i dziewczyna, i one też płacą za jego nieodpowiedzialność.

Kang-ho Song w roli Parka sprawdza się znakomicie. Jego bohater wywołuje mieszane uczucia, bo i film oparty jest na relatywizmie. Można współczuć człowiekowi, którego dotyka tragedia. Nie tak łatwo już usprawiedliwić jego okrucieństwo. Czy naiwny Ryu, w którego wcielił się świetny Ha-kyun Sin, zasłużył na swój los? Jego miłość i oddanie dla siostry wzbudza przecież niemałą sympatię. Tylko braku rozsądku nie można mu wybaczyć.

„Pan Zemsta" jako pojedynczy film broni się doskonale. Jako fragment całości pozostaje jednak najsłabszym ogniwem, po genialnym „Oldboyu" i zaskakującej „Pani Zemście". Warto jednak poświęcić te dwie godziny, zwłaszcza jeśli widziało się pozostałe części. Zastanawia tylko, czemu aż pięć lat zajęło dystrybutorowi, by wprowadzić produkcję na polskie ekrany. I czy to zawsze tak ma być? Po tym jak dwa lata temu byłam na „Grze wstępnej" Takashiego Miike (6 lat od japońskiej premiery), nic mnie już nie zdziwi.
sobota, 09 czerwca 2007, almaaghra
Tagi: thriller

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


CinemaAsia na Twitter

Kontakt: cinemaasiablog@gmail.com